Zaznacz stronę

Od One Little Smile do Pauliny Szczepańskiej. Historia wielkich zmian

Sie 2020 | Blogi, Własna firma

Nie ma zmian bez zmian. Oklepane, wyświechtane zdanie, z nutą taniego kołczingu, a jednak bezczelnie ciśnie się do wstępu z całą swoją trafnością. Stało się. Największa zmiana w niemalże 10-letniej historii bloga dobiegła końca. Od kilku tygodni możecie oglądać nową wersję strony, z nowym logo, pod nową nazwą i z nową szatą graficzną. Strasznie dużo tych nowości.

Chcę Was nie tylko w nie wszystkie wprowadzić, ale też oprowadzić po tych świeżo wyremontowanych włościach. Trochę tego będzie! Z tej okazji mam też dla Was parapetówkowy rabat. -20% na absolutnie wszystko przez kolejny tydzień (do 26 sierpnia).

-20%

na wszystko: paczki grafik, ebook Inspekcja Graficzna, zestaw Kreator

Dlaczego zrezygnowałam z One Little Smile?

Każda mała marka zaczyna trochę po omacku. Moja nawet nie miała mieć nic wspólnego z biznesem. Wtedy jeszcze zakładało się blogi bez wizji sławy, bogactwa i wizyt na premierach sportowego obuwia.

Dlatego nie zastanawiałam się zbyt długo, kiedy wymyślałam nazwę. Wybrałam zlepek słów, które według mnie dobrze brzmiały (nie oceniajcie, to było prawie 10 lat temu). Wtedy nie spodziewałam się, że to niepozorne pisanie zmieni się w moją pracę, że założę firmę i będę gromadzić na blogu po 80 tysięcy osób miesięcznie.

Przede wszystkim jednak nie zakładałam, że będę się także specjalizować w dziedzinie, która tak bardzo mnie fascynowała – grafice.

Dziś, gdy prowadzę sklep z grafikami, pracuję z kobietami, które dawniej podziwiałam z ukrycia i pomagam ogarniać stronę wizualną Waszych biznesów, czułam się z tamtą nazwą jak w za ciasnych butach.

Wysłużonych, spełniających niegdyś swoją rolę, ale jednak odbierających odwagę do stawiania kolejnych ambitnych kroków. Uwierających na tyle mocno, że wolę coś zmienić, niż twierdzić: „Trudno, szlam w nich tyle czasu, więc tak już dojdę”.

Przez tę dekadę wiele się we mnie zmieniło, a marka – podobnie jak człowiek – tez dojrzewa i potrzebuje zmian. Dlatego zaczęłam nowy etap: tworzenie pod własnym imieniem i nazwiskiem. Prosto i bez potrzeby wymyślania kolejnych spektakularnych nazw.

Nowa nazwa i co dalej?

Zmiana nazwy pociągnęła za sobą zmiany w warstwie wizualnej. Nie czułam już powiązania z fioletem, potrzebowałam nowych kolorów. Zaczęłam zadawać mnóstwo pytań. Nie tylko sobie, ale również Wam.

Pytałam Was o to, z jakimi barwami, słowami kojarzycie wszystko co robię. Zbierałam luźne skojarzenia, jak i te rozbudowane komentarze. U siebie z kolei szukałam odpowiedzi o charakter marki, grupę docelową i wszystkie inne sprawy, które mogły być drogowskazem.

O ile w przypadku cudzych marek wystarczy mi szybki rzut oka, by wiedzieć jakie barwy im zaproponować, tak już o wiele trudniej było wybrać je dla siebie. Kocham kolory i ograniczanie ich do kilku nie przychodzi mi łatwo. Chodziło mi nawet po głowie, by wybrać łatwiejszą drogę i pójść w nieco opatrzony, ale zawsze skuteczny totalny minimalizm w czerni i bieli.

W końcu po 2435 analizach, 545 paletach kolorystycznych stworzonych na bazie zdjęć, którymi się posługuję, 345 zmianach zdania i 349 pytaniach czy to jest to, mogłam powiedzieć: “Mam to!”.

Nieustannie mówię klientkom, że o wiele łatwiej i wygodniej jest dostosować kolory marki do tego co już robimy, niż siebie i to co robimy do kolorów marki. Tak samo postąpiłam u siebie.

Zamiast iść w nieznane, przeanalizowałam swoje zdjęcia na Instagramie, grafiki, miniaturki do wpisów. Wszędzie przewijał się zgaszony pomarańcz, brudna czerwień i czerń. Wszystkie doskonale pasowały zarówno do moich założeń jak i Waszych skojarzeń. Dołączył do nich budyniowy krem, który widzicie w tle i voilà, gotowe!

Zmiana kolorystyki wywołała wiele pytań, dlatego poświęcę jej osobny wpis, w którym szczegółowo opowiem Wam jak wyglądał cały proces.

Kręta droga do nowego logo

Historia powstawania mojego logo to cenna lekcja o ograniczeniach. Nawet w tak bezgranicznej, kreatywnej dziedzinie jak design możemy napotkać przeszkody. W kwestii logo od początku zakładałam tu dwie rzeczy:

  • moje logo będzie bardzo proste, aby główną rolę grała stylistyka marki jako całość,
  • moje imię i nazwisko będzie pisane fontem szeryfowym.

Wydałam fortunę kupując kilka pięknych fontów, zaczęłam tworzyć, wgrałam do próbnego szablonu pierwsze pliki i… okazało się, że moje nazwisko jest niekompatybilne z szeryfami. Już tłumaczę o co chodzi.

Jeśli przyjrzycie się pierwszej części nazwiska, tej zawierającej część “szcze” możecie zauważyć, że litery są tu cieńsze, jakby miały inną wagę niż pozostałe. Na obrazku po prawej wyróżniłam te dwie części kolorem, żeby lepiej Wam to pokazać.

Wszystko dlatego, że ten rodzaj liter, które występują w części “szcze” jest bardzo kontrastowy. Mówiąc po ludzku: ma wiele cieńszych części w stosunku do ogólnej “wagi” litery. Z kolei dalsza część słowa składa się z liter, które mają dużo mniej kontrastu. Dodatkowo, w języku angielskim nie używa się połączeń liter typu “sz”, “cz” dlatego twórcy fontów nie zawsze je dopracowują.

Zakładam, że większość z Was nigdy nie zwróciłaby na to uwagi, ale mnie kłuło w oczy. Na moje nieszczęście, większość podobnych fontów miało ten sam problem. Z bolącym serduchem zrezygnowałam z szeryfów.

Postawiłam na prostotę w towarzystwie równie nieskomplikowanych, organicznych kształtów. Chciałam, żeby oddawały klimat, w jakim chcę poprowadzić to miejsce – luźny, bez zadęcia z nutką poczucia humoru. Oczywiście nie zamierzam od teraz opowiadać Wam dowcipów. Nadal będzie tu mnóstwo wiedzy, pomocy, ale mój cel od samego początku jest taki, by nie komplikować i nie “pompować” tego, co można wyrazić w prosty i przejrzysty sposób.

Aż w końcu – nowa wersja strony

Sądziłam, że pożegnanie z fioletem przyjdzie mi z trudem, jednak pożegnaliśmy się z klasą i bez większych sentymentów. Poprzednia wersja przypominała blogi sprzed 5 lat. Trudno było z niej wywnioskować, czym właściwie się zajmuję, a w nowych postach pojawiały się wyłącznie tapety.

Uznałam, że trzeba tu nie tylko wielkich porządków, ale gruntownego remontu. Wiedziałam, że to oznacza, że mój chochlik perfekcjonista już zaciera ręce, aby pokazać co potrafi.

4 tygodnie szukania inspiracji, 12 przerw na pękanie głowy od nadmiaru opcji, 1894 kombinacji jak to poukładać, 8 straconych dni na dopracowywanie elementu, który miał być jak podświetlana fontanna, ale z jakiegoś powodu nie działa. To nie mogło tak wyglądać.

Przyszło mi to z trudem, ale obiecałam sobie, że stworzę najprostszą możliwą wersję strony, na jaką mogę sobie pozwolić. Później, w przypływach wolnego czasu mogę ją dopieszczać, ale teraz muszę dokończyć rebranding, który i tak się już przeciąga. No i jest!

Jest nie tylko prosto, ale też bardziej czysto, przejrzyście i jasno. Z poziomu strony głównej dowiecie się teraz czym się zajmuję, ale też zapiszecie się do newslettera, traficie do sklepu i odkryjecie najnowsze treści.

W trakcie tworzenia odkryłam, że przeładowane strony główne mnie męczą. Miałam wrażenie, że im więcej scrollowania, informacji, nagłówków, sekcji, tym mniejsza szansa, że mam ochotę kliknąć w cokolwiek. Ograniczyłam wszystko do niezbędników i poczułam się jak w świeżo wysprzątanym pokoju. Ale wiecie – tak na błysk, gdzie pozostaje już tylko zaparzyć herbaty i ukroić sobie ciasta. Mocno zmniejszyłam również liczbę zakładek.

Strasznie się ekscytuję, bo czuję jakbym w końcu stworzyła sobie jakieś ramy. Może nie okute złotem czy strzelające brokatem, zwykłe, najprostsze, ale za do doskonale nadające wszystkiemu kierunek i charakter.

Długo brakowało mi czasu i odwagi do tych wielkich zmian. Teraz, kiedy towarzyszą mi takie dobre emocje i ogromna chęć do tworzenia, nie mogę się nadziwić na co tyle czekałam. Mam nadzieję, że Wam będzie równie fajnie jak mi czytać nowe treści (których mam w planach mnóstwo!) w tym nowym, świeżo wyremontowanym miejscu i będziecie mi w nim towarzyszyć przez kolejne lata.

-20%

na wszystko: paczki grafik, ebook Inspekcja Graficzna, zestaw Kreator
tyko do 26 sierpnia


Dajcie znać, jak Wam się podoba. Ciekawa jestem, czy znajdą się osoby, które pamiętają jeszcze pierwsze, lila-fioletowe szablony na tym blogu :)

Mogą Cię zainteresować:

Chcę otrzymywać powiadomienia
Powiadom mnie o
guest
19 komentarzy
najstarszy
najnowszy najwyżej oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Jula
2 miesięcy temu

Nowy wygląd strony prezentuje się przepięknie, stanowi spójną całość. Cieszę się, że udało Ci się podjąć krok, jakim jest zmiana nazwy. Bądź, co bądź z tamtą byłaś kojarzona i sama klikając na link do tego posta na liście czytelniczej, przez chwilę nie wiedziałam o kogo chodzi. Myślę, że będzie to po prostu kwestia przyzwyczajenia. Pozdrawiam!

Joanna
2 miesięcy temu

Bardzo podoba mi się nowa strona! Jest stylowa i stanowi jedną całość ;) Gratuluję!

Klaudyna
2 miesięcy temu

Cieszę się, że nareszcie się odważyłaś i że ta zmiana Cię tak uskrzydla :)
Jestem z Tobą niemal od początku i cały czas podziwiam, jak wspaniale się rozwijasz. Wierzę, że przed Tobą – z nowymi barwami, nową stroną, i nowymi pomysłami – jeszcze wiele fantastycznych wyzwań, które będą ciągnąć tę zmianę dalej.

Powodzenia!!

Ania
2 miesięcy temu

Z przerwami ale chyba jestem z Tobą od bardzo bardzo dawna. Pamietam tapety i te pierwsze kroki jako one little smile. Wtedy to rzeczywiście miało ręce i nogi.
Ja również długo się krylam za nazwa firmy. Po 3 latach mam przejrzysta stronę z imieniem i nazwiskiem. W końcu jak Ty tez ja tworze, ja jestem swoją firma :)

Emka
Emka
2 miesięcy temu

Jeśli pytanie jest nie na miejscu to przepraszam, ale z insta pamiętam, że chyba macie w planach ślub? Nie wpłynie to na nazwę bloga? Chyba, że zamierzasz pozostać przy swoim panieńskim nazwisku ;) Pytam, bo sama przez całe życie zakładałam, że będę miała podwójne nazwisko, a jednak przy załatwianiu formalności spontanicznie zadecydowałam, by przyjąć tylko nazwisko męża ;)

Marta
2 miesięcy temu

A kto pamięta pierwszy adres „za-wysoko” na blogspocie? Ja pamiętam! Należy mi się jakaś nagroda dla najwierniejszego czytelnika? :D

inexile_
inexile_
2 miesięcy temu
Odpowiedź do  Paulina Szczepańska

Chyba jeszcze na domenie “za-wysoko” była instrukcja krok po kroku jak zrobić różne “kupony przyjemności” :D

Cat
Cat
2 miesięcy temu

Często przy rebrandingu czy zmianie wyglądu strony czuję się na niej obco, jakbym już nie pasowała na niej jako czytelnik. U Ciebie nadal jak w domu, więc zostaję, podziwiam, podpatruję! ❤️

Monika
2 miesięcy temu

Przepięknie Ci to wyszło 🥰

Anna
2 miesięcy temu

Przejscie z marki na wlasne nazwisko to duza zmiana. A z czasem i nazwisko staje sie marka :) Nie bojmy sie zmian! Pozdrawiam

Monika
Monika
2 miesięcy temu

Będę szczera, ogólnie fajnie, ale mam wrażenie, że ten motyw z falami i plamami to ostatnio jakaś plaga w internecie… Niemniej gratuluje zmiany, bo zapewne dla siebie znacznie trudniej jest coś stworzyć niż dla innych.

werdzi
werdzi
2 miesięcy temu

Jeśli zauważyłam te “rozszczepieńie” w foncie szeryfowym, to znak, że kiedyś coś dobrego ze mnie wyrośnie? :D Dopiero raczkuję w temacie, ale brak znalezienia ciekawej pracy za godne pieniądze tylko pcha mnie do tego, żeby w końcu zacząć rozwijać się przed ekranem własnego komputera :)

Magdalena
Magdalena
2 miesięcy temu

Wyszło przepięknie! Wszystko tak bardzo spójnie: strona, instagram, inspekcja graficzna <3

Drupal
2 miesięcy temu

Fajna historia. Lubię takie czytać. Co do nowej strony to naprawdę wygląda bardzo profesjonalnie. Aż musiałem podejrzeć jaki to szablon :)

Radownisia
2 miesięcy temu

Niesamowita jest moc tworzenia, naprawdę! Jak raz spróbujesz to potem już pochłania do reszty :D A strona nabrała cudownych kształtów i widać, że jest z duszą i to taką piękną <3

Eliza
Eliza
2 miesięcy temu

Zmiana na wielki wielki plus :) dobrze, że dłużej nie czekałaś bo jest prosto i czytelnie, czyli najlepiej. Mi się osobiście szeryfy rzucają w oczy, ale to może dlatego że jestem grafikiem ;D